Istniał również Judenrat

W getcie ogólnie panowała nędza, tyfus. Ludzie umierali z głodu. Dzieci żebrały…

Marek Alten - przedstawiciel lubelskiego Judenratu na Rynku Starego Miasta. W tle widoczne naroże budynku Trybunału, ulica Złota i budynek kościoła dominikanów, 1940 r., autor: Max Kirnberger. Fotografia ze strony Archiwum Fotografii Ośrodka „Brama Grodzka - Teatr NN” www.tnn.pl Oryginał fotografii znajduje się w Deutches Historisches Museum w Berlinie.

Marek Alten - przedstawiciel lubelskiego Judenratu na Rynku Starego Miasta. W tle widoczne naroże budynku Trybunału, ulica Złota i budynek kościoła dominikanów, 1940 r., autor: Max Kirnberger. Fotografia ze strony Archiwum Fotografii Ośrodka „Brama Grodzka - Teatr NN” www.tnn.pl Oryginał fotografii znajduje się w Deutches Historisches Museum w Berlinie.

W 1941 r., 21 marca Niemcy ogłosili, że w Lublinie będzie getto. Wyrzucono nas z domu na Noworybnej i przenieśliśmy się do dziadków Gewerców na Cyruliczą. Początkowo było to otwarte getto, można było z niego wychodzić do miasta. W zasadzie nie było jako takiego oficjalnego getta - była Żydowska Dzielnica Mieszkaniowa w Lublinie. Nam nie wolno było mieszkać w mieście. W 1941 r. getto było nadal otwarte. Nie było żadnych drutów, ani murów, ale nie wolno było Żydom przechodzić na lewą stronę ulicy Lubartowskiej. W naszym domu nie było głodu. Żyliśmy tak, jak przedtem. Mieszkała u nas kobieta wysiedlona z Łodzi, która pracowała u nas, prowadziła nam kuchnię. Mieszkaliśmy u babci. Ale w getcie w ogóle była nędza, tyfus. Na Cyruliczej ludzie umierali z głodu. Byli też ludzie bardzo bogaci i byli bardzo biedni. Dzieci żebrały, tyle tylko, że może trupy nie leżały na ulicy tak, jak w Warszawie. W getcie była również policja żydowska, składająca się z bardzo różnych ludzi - jedni wysługiwali się Niemcom, inni byli łagodniejsi - myśleli, że uratują rodziny i siebie. Pamiętam doskonale Szamę Grajera, pamiętają go wszyscy, którzy przeżyli getto w Lublinie. To był szantażysta, przyjaciel gestapowców. Przed wojną również nieciekawa postać. Policjanci chodzili po getcie z pałkami, uczestniczyli w łapankach. Mieli swojego szefa. Istniał również Judenrat. Jego prezesem był najpierw inż. Henryk Bekkier, a potem adwokat Marek Alten. W getcie istniała także żydowska szkoła. Funkcjonowała ona w naszym mieszkaniu na Cyruliczej. Prowadził ją znany lubelski nauczyciel, Nachman Korn. W ciągu dwóch lat zdążyliśmy zrobić cztery klasy. Istniała chyba ona aż do wysiedlenia.

Irena Gewerc-Gottlieb

Relacja pochodzi z Archiwum Historii Mówionej Ośrodka „Brama Grodzka - Teatr NN” www.historiamowiona.tnn.pl