Getto zostało zamknięte

Ukazały się niemieckie afisze, że za ukrywanie Żydów to śmierć nie tylko tego, co ukrywa, ale całej rodziny. Afisze, że Żydzi to wesz, tyfus…

Fragment ogrodzenia getta na ulicy Rybnej, 1942 r., autor nieznany. Źródło: zbiór Romana Krawczyńskiego. Archiwum Fotografii Ośrodka „Brama Grodzka - Teatr NN” www.tnn.pl Oryginał fotografii znajduje się w Deutches Historisches Museum w Berlinie.

Fragment ogrodzenia getta na ulicy Rybnej, 1942 r., autor nieznany. Źródło: zbiór Romana Krawczyńskiego. Archiwum Fotografii Ośrodka „Brama Grodzka - Teatr NN” www.tnn.pl Oryginał fotografii znajduje się w Deutches Historisches Museum w Berlinie.

Mieszkałam [z rodzicami] na Krakowskim Przedmieściu 59, ale nas Niemcy oczywiście wyrzucili z tego mieszkania. To było malutkie mieszkanko, 2 pokoiki z kuchnią, ale bardzo się Niemcom spodobało, bo było czyste. Wtedy żeśmy się przeprowadzili do mojego [mieszkania] na ulicę Łęczyńską 14. (…) Getto zostało zamknięte. Coraz bardziej Żydów ściskali. Potem zostawili Żydów dobrych na przykład dobry krawiec... . Kostium jakiś nosiłam... . Mnie akurat się dziecko, w 1940 roku w styczniu, urodziło, córka. Więc mąż, czym mógł to handlował. Miał jakiś patent na handel obnośny. Jakimiś materiałami, mydełkami [handlował]. Każdy jak mógł, to się czepiał, żeby jakoś żyć. Potem wszystkich, nawet niepracujących, na roboty do Niemiec [wywieźli]. Poszłam z nią [Fryderyką - Żydówką] do Arbeitsamtu, potwierdzić, że pracuję i że potrzebna [mi] jest pomoc w domu. Nie bardzo chciałam, ale ona miała wyczucie, powiedziała, żeby koniecznie. I poszłyśmy. Akurat pracowała jej znajoma, znajoma z widzenia, która mieszkała niedaleko nas. Polka. Dała zaświadczenie, które było ważne krótko. Potem wszystkich zabierali. Dała nam to poświadczenie nie wiedząc, że Fryderyka jest Żydówką. Specjalnie nie była podobna. Może się można było trochę rysów dopatrzyć, ale nie bardzo. Materialnie było ciężko. Czasem baliśmy się. Jak wyszły zarządzenia o śmierci tych, którzy przechowują, jeszcze jakiś czas była [Fryderyka] u nas. Już nie pamiętam, w którym to było roku. Myśmy się bali i ona się bała. Przecież nie chciała nas narażać, prawda? Dlatego wyjechała. I dzięki tej kennkarcie, którą Kołczewska... się uratowała. Jak by się mogła z getta wydostać? Kołczewska, koleżanka z Kraśnika, nawiązała kontakt z AK. Była w AK. Przez to [Fryderyka] dostała kenkartę.

Dużo osób do nas przychodziło, które wiedziały, że ona jest Żydówką

Ukazały się niemieckie afisze, że za ukrywanie Żydów to śmierć nie tylko tego, co ukrywa, ale całej rodziny. Afisze, że Żydzi to wesz, tyfus, bo tyfus plamisty wtedy panował. Wtedy i ona już wiedziała, że nie może być u nas dłużej. Dużo osób do nas przychodziło, które wiedziały, że ona jest Żydówką, więc nie chodziło tylko o nas. Powiedziała, że pojedzie do swojej rodziny. I pojechała. Na stację się ją odprowadziło, brat męża chyba ją odprowadził, [może] nawet odwiózł ją do Przemyśla. Tam miała znajomych. Ale w Przemyślu nie bardzo się mogła ukryć, bo tamci znajomi też byli Żydzi, też im groziło... . Pewna śmierć. Chyba potem poszli do getta. [Wtedy] ona pojechała do Tarnopola. Była tam jakiś czas. Sprzątała u Niemców.

Henryka Żórawska

Relacja pochodzi z Archiwum Historii Mówionej Ośrodka „Brama Grodzka - Teatr NN” www.historiamowiona.tnn.pl